Daria Niewiadomska

Promocja czy pisanie: Między młotem a kowadłem
Taką mam ostatnio zagwozdkę. Muszę przyznać, że promowanie się samemu w social mediach jest zajęciem stresującym i wypalającym. Nie potrafię w algorytmy. Stresuje mnie, kiedy nikt nie ogląda albo nikt nie lajkuje. Mam bazę swoich najbliższych, na których zawsze mogę liczyć i kilka osób, które pomagają dokończyć mój pierwszy projekt. To jednak nie niweluje stresu, a dodatkowo sprawia, że przestaję odnajdować radość w pisaniu. Dlatego pierwszy draft drugiej części nadal nie jest gotowy.
Trzy tygodnie temu postanowiłam na chwilę odpuścić, pomyślałam: "Dajmy temu z tydzień pooddychać." Tydzień zamienił się w dwa, a teraz już trzy, a ja dalej nie znalazłam motywacji, żeby znowu zacząć wrzucać regularne posty. Wiecie za to, na co wróciła mi ochota, przynajmniej częściowo? Na pisanie tego nieszczęsnego, pierwszego draftu. I tak w ciągu dwóch tygodni doszło ponad 5700 słów - niby mało, ale jednak sporo biorąc pod uwagę, jak bardzo długo nie napisałam nic. Historia zmierza do końca, a ja chyba pogodzę się z faktem, że moje książki będą musiały się bronić bez rolek na Instagramnie i TikToku. I to jest OK.
Będę czasem pisać tutaj. W końcu to tu czuję się jak ryba w wodzie, w tekstach, które są dłuższe niż jedno zdanie, skonstruowane tylko po to, żeby zwrócić uwagę w mniej niż 2 sekundy. Nie o to chodzi w pisaniu. I nie na to będę poświęcać swój cenny czas.